Zmiana sposobu żywienia na zdrowszy

Życzę Ci udanego dnia!

Polecam

Dieta? Nie! Zdrowe odżywianie? Tak!

Kilka lat temu byłam na jednej z najbardziej restrykcyjnych diet z możliwych, czyli diecie kopenhaskiej. Dieta narzucała ścisły rygor, dotyczący rodzajów niezwykle monotonnych posiłków, które nie przekraczały 1000 kalorii dziennie, a także zasad i godzin ich spożywania. Według planu powinnam być na tej diecie dokładnie 13 dni, ale byłam w stanie wytrzymać tylko 8. Postanowiłam ją przerwać, gdy mój organizm był tak osłabiony, że nie mogłam podjechać rowerem pod niewielką górkę, której pokonanie w normalnym warunkach zajmowało mi zaledwie kilkanaście sekund. Miałam wrażenie, że moje płuca zapomniały wtedy jak się oddycha.

Czy musiałam być na tej diecie, albo na jakiejkolwiek innej diecie? Absolutnie nie. Po prostu chciałam, tak jak wiele dziewczyn, zrzucić kilka kilogramów, aby wyglądać smuklej i zmieścić się w jeansy o rozmiar mniejsze.

Oczywiście, przez te 8 dni waga dość mocno poszła w dół, ale jak można się domyślać szybko nastąpił efekt jo – jo, i wszystko poszło na marne.

Od tamtego czasu mam uczulenie na słowa dieta. Jest okropne, wywołuje u mnie nieprzyjemną gęsią skórkę, psuje mi zdrowie i zdecydowanie obniża nastrój. ­­­­­­

Jest tylko jeden problem. Równie mocno jak nie chcę być na diecie (brrr…), tak nie chce wciskać się na siłę w swoje niedawno kupione spodnie, gdy jedyną nagrodą za ten wysiłek okaże się widok wylewających się fałd tłuszczu z tych spodni.

Na ratunek przyszła mi zmiana… sposobu myślenia. Usunęłam dietę z mojego słownictwa, nie interesuje mnie obsesyjne, odbierające całą radość z jedzenia liczenie kalorii. Zresztą jaki jest sens takiej pokarmowej sinusoidy? Kilka dni/tygodni na diecie, powrót do starych „hulaj dusza, piekła nie ma” przyzwyczajeń, następnie znowu dieta i tak w kółko…

I tak zamiast diety wybrałam zmianę sposobu żywienia. Nie na kilka dni, czy tygodni, tylko, mam nadzieję na zawsze. Oczywiście, nie osiągnę szybko tak spektakularnego spadku wagi, jak przy typowej diecie, ale nie o to chodzi. Moja waga będzie optymalna dla mojego organizmu. Chcę, aby ciało pozostało zdrowe i silne, a nie nadmiernie wychudzone i słabe. Zrobiłam mały research, rozmawiałam z specjalistą od spraw żywienia i przyswoiłam sobie kilka zasad, które pomogą mi w mojej nowej drodze:

„Żegnaj biały chlebie, biała mąko, biały cukrze”

Niestety nie można pozbawiać się złudzeń. Biała, przetworzona mąka i biały cukier to produkty bezwartościowe i niezdrowe. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale tak trudno jest zrezygnować z pulchnych, świeżych bułeczek, makaronów, naleśników, pierogów. Na szczęście są produkty, którymi można zastąpić tak zwaną „białą śmierć”. Biały chleb, makaron i mąką, zamieniam na razowe odpowiedniki. Oczywiście na początku smak przygotowanych potraw może wydać się gorszy, ale myślę, że da się do niego przyzwyczaić. Natomiast cukier ma sporo ciekawych zamienników: miód, melasa z trzciny cukrowej, syrop z agawy, syrop klonowy, ksylitol (cukier brzozowy), stewia. Minusem w przypadku tych zamienników jest niestety cena.

„Witam zdrowe tłuszcze”

Są tłuszcze i tłuszcze, a nasz organizm wymaga od nas dostarczania zdrowych tłuszczy. Przede wszystkim należy sięgać po ryby, najlepiej te tłuste, owoce morza, orzechy, oliwę z oliwek, pestki. Na szczęście uwielbiam ryby, dlatego już wiem, że często będą gościć na moim stale.

„Odstawiam słodkie, gazowane napoje”

Był to bardzo trudny do zrealizowania punkt, głównie dlatego, że byłam „uzależniona” od Coca – Coli. Musiałam wypić przynajmniej puszkę dziennie i dodatkowo zamawiałam ją do każdego posiłku, który zdarzyło mi się jeść w jakieś knajpce albo restauracji. Jednak odkryłam, że to co tak bardzo przyciąga mnie do Coli jest dwutlenek węgla, który nadaje jej musującego charakteru. W momencie kiedy Cola była wygazowana, stawała się dla mnie nie do przełknięcia. Zastąpiłam więc Colę mocno gazowaną wodą. Początkowo dodawałam soku dla smaku, ale po jakimś czasie wystarczała mi już sama woda. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że idealnie byłoby pić tylko niegazowaną wodę mineralną, ale ja już dawno odkryłam, że ideałem to ja nie jestem.

„Piję dużooo wody”

Jak już jestem przy wodzie, to nie odkryję Ameryki, kiedy napiszę, że powinno się dostarczyć organizmowi około 2 litra wody w różnej postaci (konkretna liczba zależy od masy ciała i czasu spędzonego na ćwiczeniach fizycznych). Z jedzenia pochodzi około 20 % potrzebnej nam wody, warto tutaj wspomnieć, że im więcej jemy warzyw i owoców, tym więcej dostarczymy organizmowi wody. Jeśli ktoś nie lubi pić wody, można ją zastąpić ziołowymi herbatkami, czy rozcieńczonymi sokami. Ja staram się pić około 6 szklanek wody mineralnej dziennie, resztę dostarczam w innej postaci (herbata, kawa, jedzenie).

- Advertisement -spot_img

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisement -spot_img

Koniecznie przeczytaj

- Advertisement -spot_img

Polecam!!!

- Advertisement -spot_img